czwartek, 2 lipca 2009





Deszcz potokiem lez powoli wsaczal sie w swiat. Gral jakby na bebenie rytmicznie uderzajac to lekko, to znow mocniej, wprawiajac w wewnetrzne drzenie zmysly.
Ktorejs nocy pomimo rzesistego deszczu( a plakal wyjatkowo obficie )otworzylam okno. Czyste, jaskrawo swieze, ozonowe powietrze wplynelo swobodnie i wypelnilo zapachem, platki uszu uchwycily intensywny dotyk kropli. Wszystko to ozywilo i podraznilo najczulsze stuny ciala, ktore zawirowaly dusza. Delektowalam sie tym zmyslowym kolazem, sycilam i karmilam zmysly, a one odzywialy i nawadnialy dusze.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję :-)